Jeśli zdarzyło Wam się kiedyś usłyszeć niesamowitą historię, która przydarzyła się koleżance koleżanki koleżanki i gdy z wypiekami sprzedawaliście ją innym znajomym okazało się, że identyczną przygodę miał kolega kolegi kolegi, to znaczy, że padliście ofiarą miejskiej legendy. Oto 8 moich ulubionych.
Jeśli zdarzyło Wam się kiedyś usłyszeć niesamowitą historię, która przydarzyła się koleżance koleżanki koleżanki i gdy z wypiekami sprzedawaliście ją innym znajomym okazało się, że identyczną przygodę miał kolega kolegi kolegi, to znaczy, że padliście ofiarą miejskiej legendy. Oto 8 moich ulubionych.
Miejskich legend funkcjonujących w Polską są dziesiątki jeśli nie setki - najsłynniejszą jest zdecydowanie ta o czarnej Wołdze porywającej ludzi w czasach PRL, bądź jej mutacja o czarnym BMW i nie z porywaczem, a Szatanem za kierownicą. Była też stonka ziemniaczana zrzucana na nasze pola przez Amerykanów, jest w dalszym ciągu psie mięso rzekomo podawane w knajpach wietnamskich, jest także wiele innych historyjek - o większym lub mniejszym rozmachu. Ulubione, które samemu słyszałem z ust różnych znajomych wypiszę poniżej.
Wino OK USA
Jak to leciało: Kolega mojego kolegi stał rzekomo w jednym z warszawskich monopolowych za podpitym jegomościem, który prosił ekspedientkę o podanie ''tego wina OK USA''. Ponieważ sklepowa pierwsze słyszała aby mieli takie wino na stanie poprosiła, żeby pokazał, o które konkretnie mu chodzi. Pijak wskazał, pani wzięła je do ręki i okazało się, że było to wino ''Pokusa'' zakryte z obydwu stron przez inne butelki.
Bardzo długo wierzyłem, że to naprawdę przydarzyło się koledze mojego kolegi. Zwłaszcza, że było to zazwyczaj wiarygodne źródło, a o istnieniu wina Pokusa wiedziałem, tak samo jak o istnieniu podpitych jegomości i zastawionych półek sklepowych. Z błędu wyprowadzono mnie dopiero kilka lat później. Co ciekawe kumpel, który powiedział, że też słyszał tę historię, później opowiedział mi inną ''prawdziwą opowieść'', którą z kolei ja zdemaskowałem jako legendę miejską.
Geremi niechciany w Hutniku Kraków
Jak to leciało: Swego czasu młody kameruński piłkarz Geremi przybył na testy do Hutnika Kraków. Polski ligowiec jednak stwierdził, że się nie nadaje. Geremi był później podstawowym graczem m.in. Realu Madryt i Chelsea Londyn.
Tak - wierzyłem, że to możliwe, bo w świetny sposób podsumowywało beznadziejność naszej ligi i ludzi nią zarządzających. Pojawiały się także wersje z Ruchem Chorzów. Niestety to fake. W zeszłym roku dziennikarz ''Przeglądu Sportowego'' zapytał Geremiego, czy był kiedykolwiek w Polsce a ten odpowiedział: ''Na testy nigdy nie pojechałem. Zanim jednak wyjechałem z Kamerunu miałem ofertę z jednego z polskich klubów. Nie pamiętam już nazwy, bo to było wiele, wiele lat temu''.
Wąż boa
Jak to leciało: W moim przypadku chodziło o wspomnianą w leadzie ''koleżankę koleżanki koleżanki''. Znajoma z przejęciem opowiadała mi historię o dziewczynie, która trzymała w domu ogromnego węża boa, którego udomowiła niczym psa, dlatego często wypuszczała go z terrarium. Pewnego dnia wąż jednak przestał jeść i zaczął dziwnie ocierać się o właścicielkę. Po dłuższym czasie zmartwiona dziewczyna poszła do weterynarza, który oznajmił jej, że wąż zachowywał się tak a nie inaczej, bo szykował się żeby ją zjeść.
Także dałem się nabrać - koleżanka była faktycznie przejęta, twierdziła, że sama też znała tę dziewczynę. Nie znał jej jednak mój kolega z innego miasta, któremu tę anegdotę sprzedałem. Anegdotę oczywiście znał.
Marylin Manson
Jak to leciało: Marylin Manson grał w dzieciństwie Paula z ''Cudownych lat'', a poza tym usunął sobie kiedyś dwa żebra, żeby móc samemu sobie ''lodzić''. Serio - czytałem w Tylko Rocku.
Tak gdzieś w połowie lat 90. kiedy mieszkańcy Polski wiedzę o świecie muzyki czerpali wciąż głównie z ''Bravo'', ''Popcornu'' albo starszego rodzeństwa czytającego ''Bravo'' i ''Popcorn'', nagle do świadomości młodzieży przedarł się Marylin Manson. Zafascynowane nastolatki natychmiast zaczęły sobie powtarzać najróżniejsze historie o nim, w tym te dwie, najbardziej niedorzeczne. No dobra, może nie do końca niedorzeczne.

Morderca na tylnym siedzeniu
Jak to leciało: Koleżanka koleżanki z pracy wracała pewnej nocy do domu swoim samochodem, kiedy jezdnię zagrodziła jej wielka gałąź. Kobieta wyszła, żeby usunąć przeszkodę, wróciła do auta i zaczęła jechać dalej, gdy wtem została prawie staranowana od tyłu przez ciężarówkę. Przestraszona przyspieszyła, ciężarówka nie przestała jednak jej gonić i co chwila świeciła długimi, próbując zepchnąć, przypominam - koleżankę koleżanki z pracy - z drogi. Kobieta zadzwoniła do męża, że ma swoją własną wersję ''Pojedynku na szosie'', zdążyła jednak dojechać do domu i wybiec z samochodu do czekającego na nią męża. Ciężarówka także się zatrzymała i wysiadł z niej kierowca, który rozgorączkowanej parze wyjaśnił, że dojeżdżając do kobiety usuwającej gałąź z drogi zobaczył w światłach zgarbioną postać wskakującą na tylne siedzenie. Gdy ruszyła, a on zbliżył się do samochodu, zobaczył, że ta postać próbuje się zamierzyć na kierowcę. Spłoszył ją światłami ale nie udało mu się dogonić kobiety. We trójkę zajrzeli do samochodu - z tyłu nie było nikogo, ale leżał sznur i nóż.
Świetna historia. Tak świetna, że w 1998 roku między innymi na jej podstawie nakręcono film. Film pod tytułem ''Urban Legends''. Ups. Opowieść o mordercy na tylnym siedzeniu pojawiła się w USA w latach 60. i ma różne wersje. Czasem akcja kończy się na stacji benzynowej, czasem nie ma wątku z ciężarówką, czasem zamiast męża ratuje ją pracownik stacji benzynowej, czasem jednak kobieta ginie biorąc za oprawcę właśnie pracownika stacji, który próbował jej tak naprawdę pomóc. Jest też jeszcze straszniejsza mutacja tego mitu. Nazywa się ''płyta Feela na tylnym siedzeniu''.
Martwy pies
Jak to leciało: Ojciec znajomego koleżanki miał wielkiego psa, który pewnego dnia przyniósł mu w pysku martwego psa sąsiadów. Przerażony, że jego ulubieniec go zabił, postanowił zatrzeć ślady i pod osłoną nocy podrzucił truchło do jego, w tym wypadku już ex-, budy. Następnego dnia spotyka bladego sąsiada i pyta co się stało. Ten mówi, że zdechł mu pies dwa dni temu, zakopał go w ogródku, a dziś znów leży w budzie.
Na to się akurat nie dałem nabrać, bo wcześniej ktoś opowiedział mi to jako dowcip, ale i tak cały czas mnóstwo osób wzajemnie się nie znających powtarza tę historię jako prawdziwą. Ktoś powinien pomyśleć o podrasowywaniu tych najbardziej wyświechtanych miejskich legend. ''Martwy pies na tylnym siedzeniu'' anyone?
Misja na Marsa
Jak to leciało: Z okna, lotem koszącym dół. Historia wydarzyła się w ''pewnym akademiku'', podczas nie tyle zakrapianej, co podtapianej imprezy. Pijani i ujaraniu studenci postanowili wysłać tytułową misję na Marsa i wsadzili ochotnika do wielkiego kartonu, który wyrzucili przez okno. Z czwartego piętra. Kosmonauta naturalnie zginął rozsmarowany na powierzchni nie czerwonej, a niebieskiej planety. Ktoś wezwał policję i pogotowie, policja natychmiast wdarła się do pokoju, z którego marsjańska ekspedycja się rozpoczęła i zastali tam rozbawione towarzystwo, która podpisywało kolejne pudło ze studentem w środku słowami ''Misja ratunkowa''.
Studenckie legendy to osobna pojemna kategoria wśród ''urban legends'' - opowieści o brawurowych sposobach zaliczenia, albo brawurowo oblanych egzaminach, lub przedziwnych zdarzeń akademikowych to jedne z najczęściej sprzedawanych historyjek. Najlepsze jest to, że każdy kto był na studiach i mieszkał w akademiku wie, że nawet najbardziej niesamowitej nie sposób zanegować, bo... cóż, bo to studia i akademik, różne rzeczy się zdarzają. Tak samo było z ''Misją na Marsa'', która, gdyby zebrać wszystkie przekazy, wydarzyła się w 90% polskich burs.
Rakotwórcze gumy Turbo
Jak to leciało: Guma Turbo jest rakotwórcza. Naprawdę.
Najchętniej powtarzana w młodości plotka dotyczyła rakotwórczych właściwości gumy Turbo. Co najciekawsze najczęściej była przekazywana przez żujące gumę dzieciaki, które nic sobie z tego nie robiły. W sumie trudno się dziwić - gdy usłyszałem o tym, przeżułem już takie ilości ''turbówek'', że mogłem dorobić się sześciu raków. Wtedy ważniejsze od nowotworów były prototypy.
To moje ulubione miejskie legendy. A jakie są wasze? Tylko proszę, nie mówcie, że Tomasz Iwan bijący Marcina Mroczka to też urban legend. Zdążyłem już odnaleźć w niej sens życia.
Orlando Woolridge
Dodaj swój komentarz:
Komentarze:
- najfajniejsze
- najnowsze
-
-
-
Moja ulubiona obok historii o Królisie i spermie w szejkach urban legend:Dziewczyna mieszkająca w Krakowie, podczas zabawy w klubie poznała pewnego Anglika.Oboje byli na rauszu, całowali się, pieścili itp. Anglik zaproponował dziewczynie wizytę w swoim mieszkaniu, ona jednak odmówiła. Następnego dnia po imprezie dziewczyna przy porannej toalecie stwierdziła z przerażeniem,ze całą jej twarz i ramiona pokrywają sączące się liszaje.Wybrała się do lekarza, który po badaniu stwierdził,że jest to objaw zatrucia trupim jadem. Dziewczyna posiadając numer ów Angola wybrała się na policję i naświetliła sprawę. Po wizycie w jego domu okazał się,że brytyjski dżentelmen w wannie z lodem i formaliną trzymał kobiece ciało, z którym (jak wynikło z póxniejszych badań) zażywał uciech cielesnych...
-
Ja z kolei słyszałem, że kolega kolegi będąc strasznie nawalonym odwiedził kumpelę, ona poszła zrobić herbatę, a tego przycisnęła kupa. Nawalił więc na dywan, a winę miał zrzucić na pieska, który leżał na kanapie. Gdy dziewczyna wróciła, zrelacjonował jej zmyślony przebieg wydarzeń, wskazując sprawcę. Jak się okazało - piesek był pluszowy.
-
-
-
Znajomy mojego znajomego miał taką historię. Poszedł na egzamin a nic nie umiał, więc po drodze kupił dla profesora trzy bardzo drogie alkohole. Wszedł na egzamin i mówi do profesora: trzy za trzy i stawia przed nim butelki z trunkami. Profesor chwilę myśląc wziął dwie butelki i powiedział: dwa za dwa...
-
Odnośnie Blair Witch...W pewnym czasopiśmie filmowym czytałem wywiad z reżyserem, który opowiedział o wynajmowaniu aktorów do straszenia zaginionej trójki. Efekt autentycznego strachu uzyskał w te sposób, że nie powiedział tej trójce o wszystkich zaplanowanych "atrakcjach" na nich czekających. Ot cała prawda o wiedźmie z Blair. Na marginesie, to jeden z moich ulubionych filmów.
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
Mnie najbardziej rozwalała legenda dotycząca filmu Blair Witch Project, że naprawdę ktoś znalazł w lesie tą kasetę a trojkę bohaterów którzy ją nakręcili nigdy nie odnaleziono. Myślałem że padnę jak słyszałem laskę sprzedającą ta historię swoim dwóm psiapsiółkom i te ich "naprawdę???", "ja cię!!!", "o k....!"
-
a ja natomiast słyszałam o psie. pewna dziewczyna poprosiła koleżankę żeby zaopiekowała się jej psem podczas jej nieobecności. pech chciał że następnego dnia pies zdechł. koleżanka zadzwoniła do właścicielki żeby ją poinformować. właścicielka poprosiła koleżankę o zaniesienie psa do utylizacji. laska po chwili zastanowienia wsadziła zdechłego psa do walizki i poszła na przystanek. tam zaczepił ją jakiś chłopak i pyta co ona ma w tej wielkiej walizce, więc laska odpowiada że komputer. wsiedli do autobusu, przejechali kilka przystanków. chłopak przez cały czas obserwował dziewczynę i walizkę. w pewnym momencie gdy autobus się zatrzymał złapał walizkę i wybiegł z autobusu.
-
słyszałem też historyjkę o nekrofilu, który lizał się z jakąś panną na imprezie i zapraszał do siebie. Ona nie poszła jednak do niego, natomiast po pewnym czasie dostała wysypki na ustach. Lekarz zdiagnozował - kontakt z "trupim jadem". Skojarzyła tego typa i policja znalazła u niego w domu zwłoki dwóch poprzednich lasek. Opowieść słyszałem od koleżanki, następnie sprawdziłem że google podobnych historii znajduje na pęczki :)
-
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
Panna młoda założyła piękną suknię ślubną, kupioną na targu. Po chwili zaczęła się bardzo drapać, potem puchnąć, pojawiły się na ciele bąble, liszaje i wrzody. Wkrótce zmarła. Suknia była podobno zdarta z trupa młodej dziewczyny, która zmarła w dniu ślubu. Ta historia wywoływała w przyszłych pannach młodych strach przed kupionymi sukniami. Wszystkie szyłyśmy na miarę ze swojego materiału.
-
kezormik 07.10.09, 16:00
a slyszeliscie historię i piesku i nutelli?tylko jak opowiem to pewnie cenzura jej nie pusci na strone :-)chociac... widelec ma skrzywiona moralnosc :-)dziewczyna miala urodziny i jej znajomi przyszli do jej mieszkania pod jej nieobecnosc przyszykowac niespodzianke.zamknęli sie w szafie z jej psem o imieniu picasso.laska przyszla z pracy, nieswiadoma niczego, po paru minutach zaczęła wołać : 'Picasso, nutella!"znajomi siedza w szafie ale pies zacząl sie strasznie wyrywac.w koncu wypadł z szafy, oni za nim, patrzą- a tu solenizantka siedzi rozkraczona na sofie z pipką wysmarowaną nutellą!ehheh i zawsze byla to kolezanka kogos ze znajomych...
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
-
-
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
-
mamuska 06.10.09, 23:26
nie mam ulubionej miejskiej legendy ale słyszałam o tej z mordercą na tylnym siedzeniu.. uwierzyłam w nią i strasznie się bałam aż do chwili gdy przeczytałam ten artykół... rozbawiłam się do łez..... super.. dzieki.. ;P
-
-
kathi 06.10.09, 22:25
A ja slyszalam,że ja o pólnocy spojrzy się w lustro i będzie liczyć "RAZ KRWAWA MERY,DWA KRWAWA MERY,TRZY KRWAWA MERY (i tak aż do 24KRWAWA MERRY)to pojawi się w lustrze taka zakrwawiona typiara która każe zabić tylu znajomych,do ilu razy "KRWAWA MERY" się doliczylo,i na koncu zabije się samego siebie xD
-
A ja słyszałem o dwóch urban legend. Pierwsza jest o tym, że znajomej w galerii handlowej zniknęło dziecko. Ochrona powiadomiona zamknęła wszystkie wejścia do galerii, zaczęto przeszukiwac budynek i znaleziono dzieciaka w ubikacji, odurzonego, z ogolona głową i zmienionych ciuchach. Podobno był porwany do pobrania nerki czy watroby, hehehe.Druga legenda bardziej makabryczna. Mówi o biednych senegalczykach czy nigeryjczykach którzy przemycaja narkotyki w taki sposób, że na lotnisku staje mama z niemowlęciem i udaje się z nim do toalety. Tam rozcina dzieciakowi bebechy uśmiercając go przy okazji, wkłada do wnętrza ciałka 2 kilo kokainy, zawija dzieciaka w bety i śmiga na odprawę. Dziecko spi, ciepłe, nie wzbudza podejrzeń...
-
-
Hm o kangurze to film o nartach to z książki Grocholi...A nam wkręcano o "Czarnej łapie" miała być czarna i owłosiona, mieszkała w starym domku w lesie oczywiście sama sie poruszała i dusiła każdego , kto zajrzał do domku.Nie wei kto to wymyślił ale skutecznie pozbył sie dzieciaków ze swojej posiadłości:) Nawet myśleliśmy, że na tej właśnie podstawie ktoś wymyślił rączkę z rodziny Adamsów heh
-
ze 06.10.09, 21:32
a tak serio. Geremi to ściema , ale Essien z Chelsea mógł grać w ZAgłębiu Lubin.I jeszcze inna legenda. KToś sie narąbał na imprezce, i na jego nieśczeście była na 8 pietrze. Skoczył dla hecy i wszyscy myśleli że umarł, więc zbiegają na dół żeby coś zrobić , a tu ten sam gościu wraca po schodach na góre i mówi że chce skoczyć jeszcze raz bo było zajebiscie.Przeżył bo był narąbany i nie był spięty, (wtf ?)
-
ze 06.10.09, 21:27
wy tu o miejskich legendach a ta ku**a Buka żyje !!!!!!
-
Jest jeszcze taka historia o wykładowcy i studentce. Po ustnym egzaminie laska wychodzi z sali i mówi do koleżanki, że piep...ny alf.ons ją ulał. Nagle profesor wychodzi z sali i mowi, że każdy alf.ons dba o swoje dz..ki więc ma pani 3. A druga jest o dziewczynie w ciąży, która przy tablicy miała rozłożyć całkę i mówi, że nie umie. A wykładowca do niej mówi, że nogi to umiała rozłożyć, a z zadaniem nie umie już sobie poradzić ;) Pamiętam jak kiedyś przyszłam na uczelnię, a tam wrzało, bo ktoś rozniósł plotkę, że jeden z szanowanych profesorów tak właśnie się odezwał do jednej studentki. Że niby te dwie historie są prawdziwe. Myślałam, że padnę jak widziałam dorosłych ludzi przeżywających te brednie.
-
-
baj 06.10.09, 20:21
Znajomy pojechał z ekipą na wycieczkę do Australii. Tam przemierzając bezkresne stepy wynajętym Jeepem potrącili kangura. Kangura szkoda, ale trudno wypadki się zdarzają, więc długo nie rozpaczali. Aby uwiecznić to wiekopomne zdarzenie zarządzili sesję fotograficzną> Na jednym ze zdjęć kangur ubrany w kamizelkę (typ wędkarski) i kaszkiet na bakier miał siedzieć na masce samochodu zbratany w uścisku z wesołą kompanią. W pewnym momencie kangur jednak ocknął się i oszalały zaczął się oddalać z dużą prędkością.Po chwilowym szoku i nieco dłuższej smiechawie przyszła konsternacja, bo w kamizelce były dokumenty, pieniądze i kluczyki do samochodu, a kangur dawno zniknął był z pola widzenia.
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
a o żarówce???w akademiku na zakrapianej imprezie ktos powiedzial ze jak zarowke wlozy sie do ust ta grubsza strona to jzu nie mozna jej wyjac .Jeden sprobowal bo nie uwierzyl i rzeczywiscie- nie dalo sie jej wyjacno to przerazeni koledzy wezwali taksowke i dawaj kolesia na pogotowie.po drodze taksowkarz uslyszal cala historie i z niedowierzaniem krecil glowa. dojechali na pogotowie, delkwentowi przcieli kąciki ust(ał) i zarówa wyszła.wychodza z pogotowia a tam idzie taksówkarz... z żarówa w pysku;D
-
ej... a ja w tego węża tak wierzyłam...:p, tylko w wersji którą ktoś mi opowiedział ( i później ja wszystkim znajomym haha^^) było tak że ona tego węża miała puszczonego cały czas w domu i ten zwierz się koło niej codziennie kładł, i tak sobie rósł i rósł i oczywiście mało jadł i kiedy był już taki wielki to ona postanowiła pójść do weterynarza i on jej powiedział że on się koło niej kładł bo ją mierzył, tak jak swoje ofiary i kiedy by urósł dostatecznie to by ją zjadł^^hahaha jak sobie teraz o tym pomyśle to normalnie żal że dałam się nabrać:D
-
ja bardzo czesto slyszalem historie nastepujaca:Jechala sobie raz para na motorze, no jechali 200 czy tam 300km/h (zalezy kto opowiada ;p), no i nagle ten typ co prowadzi gada do swej lubej zeby go pocalowala(ciekawe ze sie dogadali przy 300 ;p), ona wystraszona gada mu zeby zwolnił, a on do niej zeby go mocno uscisnela, powiedziala ze go kocha i ubrała jego kask xD a dlaczego? bo typowi sie zepsuły hamulce i chcial ocalic dziewczyne i wypieprzyl w drzewo ;D on zginol a dziewczyna nie.Najlepsze w tym jest ze raz po pijaku ludzi probowali sobie wcisnac ze na podstawie tej tragedii chciano sworzyc film ale rodzice nieszczesnika sie nie zgodzili ;D
-
we Wrocławiu krąży historia o napitych studentach, którzy po pijaku zjeżdżali z 5 pietra na nartach przy okazji potrącając starszą panią na klatce schodowej. Kobieta wylądowała w szpitalu psychiatrycznym bo nikt jej nie wierzył ze potrącił ją narciarz w bloku:) Najśmieszniejsze jest w tym to, że co chwile ktoś mi to opowiada jako przeżycie ojca kolego kolegi;)
-
mi w podstawowce wmawiali, ze jest niewidzialny potwor Cookie (czy jakkolwiek sie to pisze), ktory potrafi w ciebie jakby wejsc i ci w mozgu namieszac i pozrec dusze i zeby wiedziec ze jest w tobie trzeba o polnocy ze swieca przejzec sie w lustrze. jak jest, to bedziesz miec rogi xD nie pamietam co sie robilo zeby go z siebie wypedzic ;p ale jak dla dzieci z podstawowki, historyjka przerazajaca xD
-
no morderca na tylnym siedzeniu wymiata ;) . a jak ktos nie wie ocb z diablem i czarnym BMW to wam napisze ;)...jest taka historyjka ze po waszym własnie miescie (mi tak muwili)jezdi koles czarnym BMW i pyta się która godzina jesli odpowiesz mu zle zginiesz na tyhmiast jezeli dobrze na drógi dzien o tej samej godzinie jesli nic nie odpowiesz nawiedzi cię ale ty przezyjesz ... lipa ;p
-
wirussos 06.10.09, 15:52
Najlepsze co słyszałem, to jak jacyś młodociani się naćpali i zaczęli jeździć autem po rondzie. Po pół godzinie zabawa im się znudziła, więc zaczęli jeździć do tyłu, aż w końcu zaliczyli dzwon. Jak przyjechała policja, to podeszła najpierw do kierowcy z tyłu, a po chwili podchodzi do kierowcy z przodu policjant i mówi: "nic się nie martwcie, gościu ma 1,5 promila alkoholu i jest tak pijany, że mówi, że jechaliście do tyłu".
-
-
Komentarz poniżej pewnego poziomu Wyświetl
-
-
lorel 06.10.09, 13:13
"robaki w lizakach" w tym samym czasie co "rakotworcze gumy turbo" wmawiano nam ze w rysynkach na lizakach sa ukryte robaki :)
































