''Siostra zbiera aktorów, brat wycina piłkarzy, a ja tylko gołe baby jeśli gdzieś zauważę'' - jak śpiewał pewien artysta scen polskich. A ty co zbierałeś w dzieciństwie? Idziemy o zakład, że którąś z poniżej wyliczonych rzeczy na pewno.
Naklejki do albumu Panda
Wydany przez specjalistów od albumów z naklejkami z Panini, album od World Wildlife Fund, popularnie zwany ''pandą'' był dla wielu pierwszym świadomym zbieraniem. Podejrzewamy, iż to właśnie dzieciństwo spędzone na oglądaniu zdjęć różnych gatunków zwierząt sprawiło, że tak bardzo uwielbiamy południowe weekendowe programy przyrodnicze. Choć albumu z pandą nie zbieraliśmy na kacu.
Puszki po piwie
Może w wieku 7 lat jeszcze nie piliśmy, ale już wiedzieliśmy co dobre, stąd rosnące z dnia na dzień kolekcje puszek po piwie na naszych półkach. Potrafiliśmy grzebać w śmietnikach i wciskać się najbardziej brudne i zasikane zakamarki, aby tylko dorwać puszkę, której jeszcze nie mieliśmy w naszej kolekcji (co generalnie czyni z nas bezdomnego Jamesa Bonda). Ponieważ eksponaty układaliśmy zazwyczaj w efektowne piramidy, średnio raz na tydzień jeden nieuważny ruch sprawiał, że cała kolekcja z hukiem lądowała na ziemi.
Samochody z gumy Turbo
Guma Turbo była nie tylko ulubionym smakiem naszej młodości oraz ulubioną miejską legendą, ale także największą pasją kolekcjonerską. Minęło sporo czasu zanim przeżyliśmy swój pierwszy prawdziwy orgazm, ale jak się okazało, było to uczucie podobne do znalezienia w opakowaniu od Turbo prototypu.
Guma NBA
W czasach kiedy koszykówka w wydaniu amerykańskim święciła w naszym kraju kolejne tryumfy, w sklepach pojawiła się guma NBA. W środku znajdowały się naklejki ze znakami drużyn, które należało wklejać do albumu. Gdy ktoś uzbierał cały, mógł wygrać podróż na mecz NBA, co w tamtym czasie było dla nas jak Święty Graal, Złote Runo i prototyp z gumy Turbo razem wzięte. Oczywiście każdemu w końcu brakowało jednej naklejki do skompletowania albumu, choć piszącemu te słowa się udało. Album jednak nie wysłałem na konkurs, bo w międzyczasie stał się on dla mnie cenniejszy niż bilety na mecz NBA.
Toxic Crusaders
Trzeci nasz największy bzik gumobalonowy związany był z gumą ''Toxic Crusaders'', z której naklejki także zbierało się do specjalnego albumu, aż do ostatniego miejsca (dosłownie - ostatnie miejsce zawsze zostawało puste). Nie mieliśmy zielonego pojęcia o co chodzi z tymi dziwnymi stworami, ale wiedzieliśmy, że: a) są fajowe, b) album sam się nie uzbiera, c) powtórzone naklejki fajnie wyglądały na ramie naszego wigry 3, żuliśmy więć Toxic Crusaders namiętnie. A dziś wiemy już o co chodziło:
Kapsle/nakrętki
Puste puszki po piwie nie były jedynym naszym sposobem na oswajanie się z alkoholem. Z równym zapałem zbieraliśmy kapsle z piwa i nakrętki po wódce, choć to pierwsze miało również wymiar praktyczny - w ten sposób kompletowaliśmy flotę, które miała nam dać zwycięstwo w kolejnej partyjce gry w kapsle.
Karty do gry z piłkarzami
Dołączane do gumy Football były wg nas jeszcze fajniejsze niż piłkarskie naklejki od Panini, bo nie tylko można było je zbierać, ale i nimi grać - i co z tego, że nikt nie miał pełnej talii? Do dobrej zabawy wystarczyła karta z Krzysztofem Warzychą.
Karty koszykarskie
Ci, którzy złapali bzika na punkcie NBA i nie zadowalało ich już przeglądanie albumu ze znaczkami drużyn szukali czegoś nowego do zbierania i jak z nieba spadły im karty kolekcjonerskie z firmy Upper Deck, które około 1994 roku pojawiły się w sprzedaży. Później pojawiła się jeszcze jedna seria z Upper Decka i karty od Fleer. To co wcześniej widzieliśmy tylko u kolegów posiadających dobro bardziej pożądane niż BMX, czyli przysłowiową ''ciocię z Ameryki'', nagle każdy z nas miał na wyciągnięcie ręki, a w zasadzie na wsadzenie głowy w okienko kiosku.
Naklejki z Kukou Roukou
Ukochany wafel lat 90. nie tylko smakował jak nektar i ambrozje (a jeśli nie to nektar i ambrozje są żadnym pokarmem bogów) ale zawierał też naklejki z wizerunkiem różnych sympatycznych żyjątek, które lądowały w albumie czy na okładkach zeszytów.
Ehh... smak tych wafli będziemy pamiętać chyba dłużej niż pierwszy pocałunek.
Album z gumy Chabel
Co prawda my nigdy nie zbieraliśmy tych naklejek, ale napatrzyliśmy się na ten album u naszych koleżanek i sióstr. Serio. Naprawdę.
Historyjki z ''donaldówy''
Oczywiście najsłynniejszą i dla wielu pierwszą w życiu gumą była ''Donald Duck'', która w stanie spoczynku była tak twarda, że można było używać ją do walk ulicznych, a po rozgryzieniu wydzielała niepowtarzalny aromat. O ile, jak to w przypadku gum do żucia, smak szybko przemijał, to na zawsze zostawały nam historyjki z przygodami postaci stworzonych przez Walta Disneya.
Donaldówa była bezsprzecznie najczęstszym źródłem zbieranych przez nas historyjek, ale mieliśmy kiedyś także fazę na Bazookę Joe.
Kartki z notesików
To było dopiero szaleństwo. Próbujemy sobie przypomnieć od czego to się zaczęło, ale nie potrafimy. Jednego dnia szliśmy do łóżka po ''Sport Telegramie'' rzucając okiem przed snem na nasze ''turbówki'', a następnego dnia w szkole dowiadywaliśmy się, że nie jesteśmy ''cool'' jeśli nie mamy stosu kolorowych karteczek plus drugiej kupki na wymianę. To były dziwne czasy, to były lepsze czasy...
A Wy co jeszcze zbieraliście?
A wymienicie się za karteczkę z Kubusiem Puchatkem?
Orlando Woolridge
Zobacz także:
Vibovit i inni - najbardziej pamiętne leki z dawnych lat
Najlepsze zestawy Lego z lat 90.
Rosyjskie gierki i kapsel Frugo - odgłosy naszego dzieciństwa
Najfajniejsze gry podwórkowe i dlaczego nie możemy już w nie grać
ZOSTAŃ FANEM WIDELCA NA FACEBOOKU >>>