Przepis na film z 1987 roku jest bardzo prosty - weźcie dużo z Rambo, dodajcie szorty w stylu Daisy Dukes, nie zatrudniajcie ani jednego dobrego aktora, utnijcie budżet na efekty specjalne i scenarzystów. A potem usiądźcie wygodnie. Bo ''Deadly Prey'' to uczta dla każdego fana kiczowatego kina akcji. I żeby tylko tych szortów Daisy Dukes nie nosił facet...
Film Davida A. Priora przenosi nas do lasów pod Los Angeles, gdzie grupa najemników pod przywództwem pułkownika Hogana trenuje swoje umiejętności polując na porywanych z ulic Miasta Aniołów cywilów. Czyli fabuła, którą Bóg stworzył mniej więcej pomiędzy waranem z Komodo a Adamem. W lasach tych o życie walczy także główny bohater - Mike Danton - grany przez brata reżysera, Teda Priora. Danton został porwany przez oddział Hogana podczas wynoszenia śmieci. Tym razem jednak najemnicy mają pecha, bo Danton okazuje się weteranem wojny w Wietnamie, A konkretnie okazuje się, że ''w Wietnamie był najlepszy... I wciąż jest''. Dalszego rozwoju akcji możecie się domyślać - Danton błyskawicznie z ofiary przekształca się w myśliwego i zabija kolejnych przeciwników używając bogatego arsenału sposobów odbierania życia i potężnej plerezy. Aha, no i tych nieszczęsnych szortów.
Aaaaaaargh. Moje oczy! Danton wyglądałby gorzej chyba tylko wtedy gdyby biegał po lesie z Wiolettą Villas na tyłku. Co dodałoby tej scenie JESZCZE WIĘCEJ dramatyzmu:
Nasz nowy ulubiony komandos jest w ogóle mistrzem w praktycznym wykorzystaniu granatu. Rozmiar lufy nie ma znaczenia.
Teraz chyba zaczynam rozumieć po co Dantonowi te spodenki. Nikt mu tam raczej granatu nie wciśnie.
Choć fabuła w tym filmie jest tak naprawdę nieistotna, wspomnijmy o dwóch twistach, które dadzą Wam jej pełny obraz. Po pierwsze po tym jak Danton załatwił wszystkich najemników, jego śladem zostaje wysłana jednostka specjalna, w której szeregach znajduje się dawny kumpel Mike'a z Wietnamu, Jack Cooper. Gdy Cooper uświadamia sobie, że zna Dantona (bo umięśnionych blondynów, którzy dostali za ciebie kulkę prędko się nie zapomina, a jeśli mieli na sobie szorty, to nigdy) przyłącza się do niego. Jednocześnie pułkownik Hogan w ramach zabezpieczenia przed znalezieniem granatu w spodniach, więzi żonę Mike'a, Janey, a na tropie obydwojga jest ojciec dziewczyny - emerytowany policjant.
Ale wróćmy do lasu. Wiemy, że Danton świetnie radzi sobie z bronią, ale potrafi także improwizować.
No i jest ekspertem w walce wręcz. Ba, on walce wręcz nadaje zupełnie nowe znaczenie.
Widzieliście to? Nie, nie to, że chcąc załatwić kolesia z bronią wyrzuca swój karabin. Pobił go jego własną odciętą ręką! Co w moim osobistym rankingu twardzieli przenosi go natychmiast na pierwsze miejsce. Przesuń się Ridge. Przesuń się Maciuś. Nie wspominam już o skalpie. Co dwie plerezy to nie jedna, right?
Ale Mike to nie tylko dobrze naoliwiona (dosłownie) maszynka do zabijania. To także mistrz kamuflażu.
Dobra. Przerwa. Serio. Przepraszam, ale za każdym razem gdy widzę tę scenę (będzie z 148 takich razów od rana), wybucham śmiechem...
...ok... już. Aha - zmieńcie w poprzednim zdaniu 148 na 154 155 i możemy jechać dalej...
...choć w zasadzie dojechaliśmy już do końca. Chcecie mieć pełny obraz arcydzieła kiczowatego kina akcji jakim jest bez wątpienia ''Deadly Prey''? Dodajcie jeszcze więcej kiepskich scen przemocy, które i tak nie są w połowie tak brutalne jak dialogi w tym filmie. Kilka ponadczasowych monologów Mike'a Dantona (oraz całkiem sporo dodatkowej sieczki) można zobaczyć w tym montażu:
A wiecie co jest najzabawniejsze, że Ted Prior, czyli właśnie Danton, gra w filmach akcji do dziś i ma własną... uwaga... szkołę aktorską. Na Boga. Czy nikt nie pomyślał o konsekwencjach? To jakby Hitlerowi powierzyć organizację bar micwy. Choć z drugiej strony... jeśli młodzi aktorzy od początku będą się uczyć tego...
Nie przychodzi mi do głowy film, który by na tym nie skorzystał.
To by było w kwestii ''Deadly Prey'', czy też ''Żywego celu'', na tyle. Czas poświęcić się fantazjowaniu na temat Mike Dantona. Myślicie, że pokonałby Schwarzeneggera? Obcego? Bruce'a Lee? Batmana? Waszego brata z wojska? Panią z dziekanatu?